12 grudnia odbyło się uroczyste wręczenie nagród w drugim konkursie „Moje literackie fascynacje”, organizowanym przez WiMBP im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wlkp. Konkurs był skierowany do klubowiczów z DKK północnej części województwa lubuskiego i Gorzowa. W tym roku laureatką została Maria Misura z Santocka. Serdecznie gratulujemy!!! :)))

 

Po wręczeniu nagród odbyło się spotkanie z profesor Ingą Iwasiów, która wprowadziła w temat tzw. "literatury kobiecej", a właściwie "literatury kobiet". Następnie odpowiadała na pytania, dotyczące jej twórczości literackiej. 

Poniżej zwycięska recenzja Marii Misiury:

MOJE LITERACKIE FASCYNACJE
Sięgam po kolejną książkę poleconą mi przez mój Dyskusyjny Klub Książki. Tym razem jest to " Bukareszt. Kurz i krew " Małgorzaty Rejmer. Z początku z lekką niechęcią, bo co mnie interesuje jakiś tam Bukareszt? Ale w miarę czytania rozsmakowuję się coraz bardziej w czytanej treści.I odnajduję w niej kawałek historii, także mojej własnej. Jestem z pokolenia, które dzieciństwo i młodość przeżyło w czasach socjalizmu. Pamiętam, kiedy ten system chylił się ku upadkowi. Naszą polską radość, ale i strach, jak to się skończy. Czy znów, kolejny raz nas stłamszą? Czy znów poleje się krew? I godziny przed telewizorem, gdzie coraz śmielej podawano nam informacje, co się dzieje. Nie tylko u nas, w Polsce, ale też i w sąsiednich, socjalistycznych krajach. A w tym wszystkim wieści z Rumunii. Tragiczne, zatrważające. Proces na żywo ich kata, pana i władcy, Nicolae Ceausescu. A potem szybka egzekucja. Nie rozumiałam wtedy tego. Jak to tak? Tak szybko? Osądzono go i tak natychmiast egzekucja? Dopiero Małgorzata Rejmer, po tylu latach pokazuje mi w swej książce, co znaczył socjalizm w wykonaniu Słońca Karpat. Czytając jej książkę, zaczynam rozumieć, jak bardzo był zniewolony naród rumuński. Jak bardzo tęsknił do wolności i jak silny był ich gniew na te wszystkie lata pod rządami potwora. Rozumiem i chylę czoło przed wielkością tego narodu. A jednocześnie magiczne obrazy z życia zwyczajnych, prostych ludzi. Takich, jak ja. I tyle kontrastów, które tak trudno pojąć mojej polskiej duszy. Bogactwo, przepych i jednocześnie nędza, bieda. Narzekanie, a jednocześnie radość. I filozoficzna pewność, że wszystko da się przeżyć. Kraj niesamowitych kontrastów. Centrum Bukaresztu. Ulicą sunie wytworna limuzyna, a obok przemyka obdarty wyrostek z kurą pod pachą. To jeden z najbardziej smakowitych kąsków, które opisuje autorka książki. I rozmowy. Często smutne, pełne ludzkich dramatów. A jednocześnie pełne nadziei, że mimo tak tragicznej historii tego narodu, potrafi on podnieść się z kolan. Nadzieja, że warto patrzeć w przyszłość i zmieniać bieg historii. To książka, która zapada w serce i będę do niej wracać, bo opowiada o takich zwykłych ludziach, jak ja. O ludziach, którzy zaplątani w dzieje historii, na którą często nie mają wpływu, starają się jednak żyć godnie. Pełni brzydoty, a jednak w swoisty sposób piękni w swym człowieczeństwie. Polecam serdecznie tą pozycję. Warta przeczytania w te długie jesienne wieczory.