
II wojna światowa i Kair, w którym - z dala od zmagań wojennych - mimo wszystko odbijają się echa frontu.
Młodzi chłopcy wybierają służbę w szeregach Anglików, bo dla większości z nich to świetny sposób na zdobycie majątku. Podobnie jest i z Abbasem, który wyjeżdża na front, chcąc zarobić pieniądze, aby założyć rodzinę – ożenić się z piękną Hamidą, która wdziękami kusi niejednego. „Hamida z zaułka Midakk” to powieść Nadżiba Mahfuza (1911-2006), egipskiego prozaika, który w 1988 roku zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Ten mało znany w Polsce pisarz na miejsce większości społeczno-obyczajowych powieści wybrał Kair. Wybór był strzałem w dziesiątkę, ponieważ Mahfuz w ponadprzeciętny sposób obrazował nastój, obyczajowość i swoisty charakter stolicy Egiptu. Podobnie w „Hamidzie…” zaułek jest epicentrum, w którym przeplatają się ludzkie emocje, z egzotycznymi dla Europejczyków zwyczajami, a wszystko w chmurach prosto z nargili.
O utworze noblisty rozmawiałyśmy w andrzejkowy poniedziałek. Sporo zamieszania wywołała tytułowa bohaterka. Klubowiczkom było trudno zidentyfikować się z tą mało sympatyczną postacią. Mahfuz odmalował Hamidę trochę biało-czarno jako kobietę, która w wyrachowany sposób dąży do spełnienia swych celów. Bohaterka nie budzi ciepłych uczuć, jej powolna degradacja moralna nie przywodzi na myśl innych znanych z literatury szkiców kobiet upadłych. Dyskutowałyśmy nad Hamidą i jej zaułkiem – podzielone głosy wskazują, że powieść pozostanie na długo w pamięci.
Andrzejki umiliłyśmy sobie wróżbami. Pani Sławka przebrała się za Cygankę i postawiła nam tarota. Czy przepowiednie się spełnią, pokaże przyszły rok.



















